Wtorek, 12.06.12, godz. 11:50

Chemia, która jest podawana Szymonowi.

Rano założono Szymonowi wenflon. Niestety na prawą rękę, bo w lewej wczoraj pękła mu żyła. Z powodu tego wenflona trudno mu będzie pisać, czy też czymkolwiek się bawić, ponieważ jest praworęczny.

O 10:00 rano zaczęto podawać mu chemię. Dzisiaj będzie płynąć mu w żyły przez 4 godziny.

Jako, że ostatnio znosił leczenie chemią bardzo źle, proszę swoich wierzących przyjaciół o modlitwę:

  1. Aby nie miał żadnych powikłań, tzn. aby nie pękały mu żyły, aby nie było wynaczynienia itp. Bóg sam wie, o co chodzi z powikłaniami, widzi przecież pacjentów leczonych onkologicznie przez cały czas
  2. Aby Szymon miał siłę w piątek wracać do domu (ostatnio z ledwością „odholowałem go” na Dworzec Centralny i „włożyłem” do pociągu).

Pani onkolog, która prowadzi Szymka, powiedziała mi, że ten kurs chemii mój syn powinien znosić lepiej niż poprzedni, ponieważ leki nie będą aż tak silne, jak te, które podawano mu 3 tygodnie temu.

Leczenie ma trwać do czwartku. Jeśli wszystko będzie dobrze, z czwartku na piątek wezmę dobę w hotelu i go trochę podkarmię przed podróżą, a w piątek pojedziemy do domu.

W tej chwili Szymonek ma lekcje. Nauczycielka siedzi przy jego łóżku i uczy go. Przy wypisie otrzymamy oceny, które zostaną dołączone do ocen, które uzyskał w Gryfowie.

Jestem tu tak wybity z rytmu życia, że gdy rozmawiałem z nauczycielką, nie kojarzyłem nawet, że to już czerwiec i kończy się rok szkolny.

Fajnie, że są tu te lekcje, bo mój syn ma przynajmniej jakąś namiastkę normalnego życia.

8 odpowiedzi do “Wtorek, 12.06.12, godz. 11:50”

  1. Andrzeju, zawsze kiedy wracałam z moją Tamar ze szpitale po atakach padaczki modliłam się do Pana, aby w podróży nic się nie stało, żeby znów nie miała nawrotów epilepsji. Nigdy nic się nie wydarzyło. Każda nasza podróż odbywała się spokojnie do dnia dzisiejszego. Błogosławię Wam. Wierzę, że zajedziecie spokojnie do waszej przystani.

  2. Od trzech tygodni, każdego dnia idąc rano na praktykę modlę się o Szymonka, o Waszą całą rodzinę. Nie ważne jest, czy jesteście akurat w Warszawie, czy tez w Gryfowie. Moja droga wynosi dokładnie 25 minut i cały ten czas przynoszę Was przed oblicze Pana. Bóg jest dobry i ma moc czynienia wielkich, często niespodziewanych, ale zawsze pożytecznych rzeczy. Wierzę, że chorobę Szymka Pan obróci ku dobremu. Nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale WIEM.

  3. Od dzisiaj bedę się modlić i prosić Pana, aby wszsytko przebiegało tak jak powinno. Wierzę róznież, że będzie dobrze, ponieważ nasz Bog jest wszechmogący i powiedział wyraźnie, że jeśli będziemy wierzyć, to otrzymamy to, o co prosimy go. Życzę wam dużo siły i wiary, oraz pozytywnego myślenia.

  4. Jesteśmy z Wami sercem i modlitwą.
    Z wiarą wyznajmy Bogu ufajmy. Oddajemy w modlitwie Szymonka i wierzymy że Bóg mu pomoże przejść te chwile. Trzymajcie się cieplutko. Niech Bóg ma was w opiece, niech was wspiera i posila każdego dnia na nowo.
    ps.Mimo że znam tą życiową historie z internetu, ale jesteście mi bardzo bliscy i imieniu naszego Pana Jezusa Chrystusa. Błogosławię Was. Zostańcie z Bogiem.
    Marta T

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *