Minął 5 tydzień naświetlań, jedziemy do domu

Szymuś pierwszy raz w życiu na koniu.

Kolejny etap naszej podróży za nami!

W poniedziałek po południu byliśmy na wyjeździe w Warce pod Warszawą, organizowanym przez jakąś fundację. Spędziliśmy pół dnia na teranie hotelu Sielanka nad Pilicą, przy którym jest stadnina koni. Szymkowi bardzo się podobało. Smażyliśmy kiełbaski, jeździł kilka razy na motorze, na koniu, jechaliśmy bryczką, a potem dostał jeszcze jakieś prezenty.

Wyleczyliśmy wszystkie zęby, które dało się wyleczyć i przeszliśmy do końca wszystkie naświetlania, włącznie 30 lamp.

Czytaj dalej Minął 5 tydzień naświetlań, jedziemy do domu

Kierunek modlitwy

Przez całą chorobę Szymka uczymy się modlitwy o jego wyzdrowienie. Jako, że nie mieliśmy pojęcia o tym w jaki sposób wygląda proces leczenia takiej choroby, modliliśmy się po prostu o to, co przed nami i tak dotarliśmy aż do tego dnia. Zresztą do tej pory żyliśmy z dnia na dzień, nie wiedząc, co przyszłość ma dla nas.

Z drugiej jednak strony, czy ktokolwiek wie, co przyszłość ma dla niego? Najczęściej brniemy przez życie w naszych koleinach i wydaje nam się, że tak będzie ciągnęło się to latami, ale życie zaskakuje nas gwałtownymi „zwrotami akcji” najczęściej w zupełnie nieoczekiwanych momentach.

Czytaj dalej Kierunek modlitwy

Wtorek, 03.07.12, godz. 20:17

Grad, który przywitał nas w Warszawie.

Dzisiaj przejechaliśmy samochodem kawał Polski, ale w końcu szczęśliwie dotarliśmy do hotelu przy Centrum Zdrowia Dziecka.

Nie jechaliśmy przez Warszawę. Objechaliśmy ją od południowej strony przez Grójec i Górę Kalwarii. Ukrop był niemiłosierny, na szczęście w samochodzie mamy dobrą klimatyzację.

Po pół godziny od podjechania pod hotel nastąpiło oberwanie chmury i przez dłuższy czas sypały się z nieba pokaźne kulki gradu (patrz obok zdjęcie z mojej komórki). Nakryłem czymś samochód, stanąłem na dworze i modliłem się, żeby nie popękały szyby, ale wydaje się, że wszystko jest OK, choć tak naprawdę to okaże się dopiero jutro.

Czytaj dalej Wtorek, 03.07.12, godz. 20:17

Poniedziałek, 02.07.12, godz. 23:47

Spakowaliśmy wszystkie nasze graty i wyruszyliśmy!

Dzisiaj rano Dorota była z Szymonkiem na badaniu krwi. Płytki skoczyły do góry. W czwartek miał tylko 39, a dzisiaj 132 (jeśli dobrze kojarzę liczby, które podała mi żona przez telefon, ale mogłem coś pokręcić. W każdym razie poziom płytek bardzo wzrósł.) Tak, czy inaczej pani onkolog powiedziała, że zaprasza do Warszawy, więc wyruszyliśmy.

Cieszymy się z tego powodu, bo modliliśmy się o to usilnie wraz z przyjaciółmi.

W czasie ostatniego pobytu w szpitalu lekarka powiedziała mi, że prawdopodobnie ten kurs chemii Szymon będzie znosił źle, więc powinniśmy uzbroić się w cierpliwość i przygotować na to, że w Warszawie zostaniemy parę dni dłużej.

Czytaj dalej Poniedziałek, 02.07.12, godz. 23:47

Piątek, 15.06.12, godz. 14:31

W drodze do domu!

Jedziemy do domu.

Rano wahałem się odnośnie tego, co mam robić. Próbowałem Szymona trochę nakarmić, ale po jednym kęsie bułki zaczął wymiotować brunatnymi wymiocinami – typowymi dla dzieci chorych na nowotwór. Chwilę później znowu wymioty.

Od poniedziałku prawie nic nie jadł, jak zresztą większość dzieci, które są na chemii. Nie chcą za bardzo jeść.

Z chemii na chemię widać, że lekarstwa, które mu podają zaczynają coraz mocniej oddziaływać na jego organizm. Przedwczoraj przez chwilę na twarzy napęczniały mu żyły i miał czerwone plamy. Wyglądało to dziwnie. Dzisiaj jest cały blady i zimny. Jest też obsypany jakąś dziwną wysypką na skórze.

Czytaj dalej Piątek, 15.06.12, godz. 14:31