Dwa razy śmiałem się do łez!

Kiedy ostatni raz się śmiałeś? Kiedy śmiałeś się tak, że aż się popłakałeś? Dzisiaj uświadomiłem sobie, że od uaktywnienia się choroby mojego syna, czyli od 6 miesięcy, śmiałem się tak dwukrotnie.

Po raz pierwszy na początku czerwca w Szczecinie. Byłem ze Sławkiem i Beatą w drodze do Świnoujścia. Namówiłem ich, abyśmy zatrzymali się w Szczecinie. Beata poszła pooglądać co nowego w sklepach, a my ze Sławkiem udaliśmy się do kina na film „Nietykalni”. Byłem oczarowany. Od dziecka kocham kino, ale ostatnio rzadko trafiam na film, który w moich oczach byłby wybitny, a ten właśnie takim się okazał.

Czytaj dalej Dwa razy śmiałem się do łez!

Niedziela, 08.07.12, godz. 14:54

To już ostatni, piąty dzień w szpitalu.

O 15:00 mamy wyjść na wolność.

Szymonek zniósł ten kurs chemii w miarę dobrze. Trochę gorączkował, czasami ze skóry pot ściekał mu dużymi kroplami, histeryzował, a dzisiaj rano haftował, trzymając sobie na wszelki wypadek przez cały czas miskę pod ręką, ale tak ogólnie rzecz biorąc nie było źle.

Jakoś poszło, jest tylko bardzo słaby.

Za nami jest już czwarty kurs chemii.

Czytaj dalej Niedziela, 08.07.12, godz. 14:54

Piątek, 06.07.12, godz. 23:47

Nowy wenflon

Mija nasz trzeci dzień w szpitalu. Prawie wszyscy śpią, a ja postanowiłem zwyczajowo napisać parę zdań, aby podsumować kolejny dzień naszej „podróży”.

Od dwóch dni Szymon bierze chemię.

Dyżurujemy przy jego łóżku na zmianę z moją żoną.

Po godzinie czternastej dostał dreszczy i zaczęła się obniżać temperatura jego ciała. Potem dostał wysokiej gorączki. Podano mu leki.

Płakał i jęczał ponad godzinę.

Czytaj dalej Piątek, 06.07.12, godz. 23:47

Środa, 04.07.12, godz. 21:04

Mija nasz pierwszy szpitalny dzień.

Gdy jesteśmy w domu, czas płynie nam bardzo szybko, natomiast tutaj w szpitalu czas zwalnia i każdy dzień „ciągnie się jak makaron”. Tak, czy inaczej jest to już nasz czwarty pobyt w warszawskim szpitalu – rozpoczął się czwarty miesiąc leczenia Szymka.

Niektórzy moi znajomi są zdziwieni, że jesteśmy w szpitalu. Myśleli, że już dawno skończyliśmy leczenie, ale w przypadku nowotworów złośliwych leczenie jest maratonem – krótszym, albo dłuższym, jednak zawsze maratonem. Ta choroba nie mija po miesiącu…

Czytaj dalej Środa, 04.07.12, godz. 21:04

Czwartek, 14.06.12, godz. 18:37

Dzisiaj zostaliśmy wypisani ze szpitala.

Rano Szymonowi przez dwie godziny podawali chemię.

Nie chciał nic jejść. Zaraz po przebudzeniu kazał mi tylko szybko lecieć do sklepu po niegazowaną wodę.

Od samego obudzenia miał kiepski humor, jak zresztą prawie wszystkie dzieciaki wokoło, które brały chemię już trzeci dzień. Muchy w nosie to chyba miał wielkości trzmieli. Gdy mu jego nauczycielka zakomunikowała, że przed wyjściem ze szpitala musi jeszcze mieć lekcje z matematyki i polskiego, to zaczął tak gorzko płakać, jakby miał zaraz być poprowadzony na szafot, a po policzkach zaczęły mu się toczyć łzy wielkości grochu.

Czytaj dalej Czwartek, 14.06.12, godz. 18:37