Niedziela, 08.07.12, godz. 14:54

To już ostatni, piąty dzień w szpitalu.

O 15:00 mamy wyjść na wolność.

Szymonek zniósł ten kurs chemii w miarę dobrze. Trochę gorączkował, czasami ze skóry pot ściekał mu dużymi kroplami, histeryzował, a dzisiaj rano haftował, trzymając sobie na wszelki wypadek przez cały czas miskę pod ręką, ale tak ogólnie rzecz biorąc nie było źle.

Jakoś poszło, jest tylko bardzo słaby.

Za nami jest już czwarty kurs chemii.

Czytaj dalej Niedziela, 08.07.12, godz. 14:54

Piątek, 06.07.12, godz. 23:47

Nowy wenflon

Mija nasz trzeci dzień w szpitalu. Prawie wszyscy śpią, a ja postanowiłem zwyczajowo napisać parę zdań, aby podsumować kolejny dzień naszej „podróży”.

Od dwóch dni Szymon bierze chemię.

Dyżurujemy przy jego łóżku na zmianę z moją żoną.

Po godzinie czternastej dostał dreszczy i zaczęła się obniżać temperatura jego ciała. Potem dostał wysokiej gorączki. Podano mu leki.

Płakał i jęczał ponad godzinę.

Czytaj dalej Piątek, 06.07.12, godz. 23:47

Środa, 04.07.12, godz. 21:04

Mija nasz pierwszy szpitalny dzień.

Gdy jesteśmy w domu, czas płynie nam bardzo szybko, natomiast tutaj w szpitalu czas zwalnia i każdy dzień „ciągnie się jak makaron”. Tak, czy inaczej jest to już nasz czwarty pobyt w warszawskim szpitalu – rozpoczął się czwarty miesiąc leczenia Szymka.

Niektórzy moi znajomi są zdziwieni, że jesteśmy w szpitalu. Myśleli, że już dawno skończyliśmy leczenie, ale w przypadku nowotworów złośliwych leczenie jest maratonem – krótszym, albo dłuższym, jednak zawsze maratonem. Ta choroba nie mija po miesiącu…

Czytaj dalej Środa, 04.07.12, godz. 21:04

Poniedziałek, 02.07.12, godz. 23:47

Spakowaliśmy wszystkie nasze graty i wyruszyliśmy!

Dzisiaj rano Dorota była z Szymonkiem na badaniu krwi. Płytki skoczyły do góry. W czwartek miał tylko 39, a dzisiaj 132 (jeśli dobrze kojarzę liczby, które podała mi żona przez telefon, ale mogłem coś pokręcić. W każdym razie poziom płytek bardzo wzrósł.) Tak, czy inaczej pani onkolog powiedziała, że zaprasza do Warszawy, więc wyruszyliśmy.

Cieszymy się z tego powodu, bo modliliśmy się o to usilnie wraz z przyjaciółmi.

W czasie ostatniego pobytu w szpitalu lekarka powiedziała mi, że prawdopodobnie ten kurs chemii Szymon będzie znosił źle, więc powinniśmy uzbroić się w cierpliwość i przygotować na to, że w Warszawie zostaniemy parę dni dłużej.

Czytaj dalej Poniedziałek, 02.07.12, godz. 23:47

Czwartek, 21.06.12, godz 10:50

Dzisiaj moja żona była z Szymonem na badaniu krwi. Wyniki są bardzo dobre.

Pani onkolog z Warszawy powiedziała, aby uważnie obserwować  Szymona i od razu dzwonić, jeśli coś będzie nie tak, ale mamy takie przekonanie i wiarę, że wszystko będzie dobrze, a Szymon to, co najgorsze ma już za sobą.

Parę dni temu dowiedzieliśmy się, że w naszej miejscowości u pięcioletniej dziewczynki uaktywnił się guz mózgu. Jak zwykle była postawiona niewłaściwa diagnoza i na początku dziecko było prowadzone przez lekarza nie tak jak należy.

Dziecko jest leczone we Wrocławiu.

Współczuję rodzicom.

Czytaj dalej Czwartek, 21.06.12, godz 10:50

Poniedziałak, 18.06.12, godz. 12:13

Szymuś dotarł w ubiegły piątek do domu zmęczony, ale bardzo szczęśliwy. Na drugi dzień rano wołał: „Mamo, zrób mi jajecznicę, bo ‘mi język ucieka z głodu’”. W szpitalu nic nie chciał jeść. Najpiękniejsze słowa z ust mojego dziecka: „Jeść!”.

Doszedł do siebie i czuje się dobrze. Ma jeszcze tylko na skórze jakąś dziwną wysypkę, która mu pozostała po leczeniu chemią.

Czytaj dalej Poniedziałak, 18.06.12, godz. 12:13

Czwartek, 14.06.12, godz. 18:37

Dzisiaj zostaliśmy wypisani ze szpitala.

Rano Szymonowi przez dwie godziny podawali chemię.

Nie chciał nic jejść. Zaraz po przebudzeniu kazał mi tylko szybko lecieć do sklepu po niegazowaną wodę.

Od samego obudzenia miał kiepski humor, jak zresztą prawie wszystkie dzieciaki wokoło, które brały chemię już trzeci dzień. Muchy w nosie to chyba miał wielkości trzmieli. Gdy mu jego nauczycielka zakomunikowała, że przed wyjściem ze szpitala musi jeszcze mieć lekcje z matematyki i polskiego, to zaczął tak gorzko płakać, jakby miał zaraz być poprowadzony na szafot, a po policzkach zaczęły mu się toczyć łzy wielkości grochu.

Czytaj dalej Czwartek, 14.06.12, godz. 18:37