Poniedziałek, 02.07.12, godz. 23:47

Spakowaliśmy wszystkie nasze graty i wyruszyliśmy!

Dzisiaj rano Dorota była z Szymonkiem na badaniu krwi. Płytki skoczyły do góry. W czwartek miał tylko 39, a dzisiaj 132 (jeśli dobrze kojarzę liczby, które podała mi żona przez telefon, ale mogłem coś pokręcić. W każdym razie poziom płytek bardzo wzrósł.) Tak, czy inaczej pani onkolog powiedziała, że zaprasza do Warszawy, więc wyruszyliśmy.

Cieszymy się z tego powodu, bo modliliśmy się o to usilnie wraz z przyjaciółmi.

W czasie ostatniego pobytu w szpitalu lekarka powiedziała mi, że prawdopodobnie ten kurs chemii Szymon będzie znosił źle, więc powinniśmy uzbroić się w cierpliwość i przygotować na to, że w Warszawie zostaniemy parę dni dłużej.

Wierzymy, że wszystko będzie dobrze, postanowiliśmy jednak, że tym razem pojedziemy do Warszawy całą rodziną, aby wspierać Szymka w jego walce z chorobą. Szymek jest z tego bardzo zadowolony. Poza tym moja żona zaczęła się buntować. Powiedziała, że ona już nie wytrzyma dłużej rozdzielenia ze swoim synem w czasie jego leczenia i chce być blisko niego.

Zapakowaliśmy więc cały samochód gratów, trójkę naszych latorośli posadziliśmy z tyłu na siedziskach, jak „strzały w kołczanie”  i wyruszyliśmy. Dorocie udało się zarezerwować hotel na jedną dobę, a potem zobaczymy. Powiedzieliśmy lekarce, że Szymka dowieziemy do szpitala na środę rano.

Zatrzymaliśmy się na noc u mojej mamy w Zdzieszowicach. Wieczorem poszedłem na spacer po miasteczku, w którym się wychowałem. Bardzo dziwne uczucie. Zapamiętałem miasto z perspektywy dziecka. Wszystko wtedy było większe, bo ja byłem mniejszy. Chodząc po tym mieście, czułem się tak jakby wszystko się skurczyło, ale wcale tak nie jest, po prostu ja urosłem.

Też dziwnie czuję się w mieszkaniu mojej mamy. Kiedyś wydawało mi się takie olbrzymie, a teraz wydaje mi się takie malutkie, jakby się skurczyło. Patrzyłem wieczorem jak moja żona kąpie w wannie moją ukochaną córunię Olę Misię. Ta wanna taka malutka, a kiedyś wydawała mi się taka duża! Mieściłem się w niej z bratem i siostrą. Pamiętam jak zjeżdżałem po jednej z jej ścianek, czując się tak jakbym zjeżdżał ze skoczni narciarskiej…

Przypominają mi się też problemy i wyzwania, które miałem jako nastolatek i młody człowiek żyjąc w tym mieście. Jak te wielkie wtedy dla mnie sprawy teraz się „skurczyły”, wraz z moim osobistym rozwojem.

To niesamowite, jak bardzo z czasem zmienia się perspektywa człowieka…

Z Warszawy planujemy całą rodziną pojechać prosto nad morze. Od 9 lipca mamy zarezerwowane miejsce w Świnoujściu i wiarą przyjmujemy, że wszystko będzie dobrze. Pani onkolog powiedziała, że nie widzi żadnych przeciwwskazań, aby Szymon po 4 kursie chemii mógł pojechać nad morze. (Oczywiście zaniepokojonym mówię, że będziemy o niego dbać, chronić go, chuchać i dmuchać, ale chcielibyśmy, aby doświadczył na tych wakacjach trochę radości.)

Szymonek w ostatnim tygodniu zaczął się śmiać. Przyjęliśmy to z ogromną ulgą, ponieważ ostatnio był raczej przygnębiony, a czasami tylko smutny. Natomiast teraz poprawił mu się humor. Cieszy się, że jego leczenie dobiega do końca i będzie mógł wrócić do normalnego życia.

My zresztą też.

Człowiek zdrowy pragnie wielu różnych rzeczy, chory tylko jednej…

Anonim

A przy tym wszystkim pojawiają się u niego zupełnie inne emocje. Mówi o śmierci, wyznając, że nie umrze. Boi się chemii, kłucia, wenflonów i bólu. Nowotwór to naprawdę paskudna choroba. Chłopczyk walczy, ale w jego duszy jest zamieszanie. Nie wie, jak się to wszystko skończy.

Dorosłemu trudno zmierzyć się z nowotworem złośliwym. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić co dzieje się w sercu i umyśle dziecka poważnie chorego, widzącego inne dzieci dotknięte takimi potwornymi chorobami!

W życiu z całą pewnością ludzie nie mają takich równych szans…

2 odpowiedzi do “Poniedziałek, 02.07.12, godz. 23:47”

  1. Życzę powodzenia 🙂

    To rzeczywiście przed długą drogą do Świnoujścia Szymon będzie musiał odpocząć i dojść do siebie – obstawiam, że kilka dni mu się zejdzie 🙂

    W Warszawie też mamy sporo rzeczy do zobaczenia 🙂 Może w ramach rozrywki Szymonowi by się spodobał Multimedialny Park Fontann (na Podzamczu, przy Wiśle, na wysokości ul. Sanguszki)? Byłam, widziałam, bardzo sympatyczne – fontanny tańczące w takt muzyki, podświetlone, do tego wyświetlane na ekranie wodnym pokazy laserów. Cały zestaw bajerów jest w piątki i soboty od 21:30, w pozostałe popołudnia nie ma laserów i muzyki (jest podświetlenie), a same fontanny pracują cały czas. Jestem przekonana, że Szymonowi by się spodobało 🙂

    Rozumiem go, że się boi. Najważniejsze, żeby o tym nie myślał, żeby skakał myślą w przyszłość, żeby myślał o tym, co będzie robił za kilka dni, za tydzień, za 2 tygodnie. Wtedy może uda mu się zepchnąć chorobę na dalszy plan świadomości i będzie mu zwyczajnie łatwiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *