Piątek, 15.06.12, godz. 14:31

W drodze do domu!

Jedziemy do domu.

Rano wahałem się odnośnie tego, co mam robić. Próbowałem Szymona trochę nakarmić, ale po jednym kęsie bułki zaczął wymiotować brunatnymi wymiocinami – typowymi dla dzieci chorych na nowotwór. Chwilę później znowu wymioty.

Od poniedziałku prawie nic nie jadł, jak zresztą większość dzieci, które są na chemii. Nie chcą za bardzo jeść.

Z chemii na chemię widać, że lekarstwa, które mu podają zaczynają coraz mocniej oddziaływać na jego organizm. Przedwczoraj przez chwilę na twarzy napęczniały mu żyły i miał czerwone plamy. Wyglądało to dziwnie. Dzisiaj jest cały blady i zimny. Jest też obsypany jakąś dziwną wysypką na skórze.

Gdy powiedziałem mu, że będziemy musieli zostać jeszcze na jedną dobę w hotelu, aby trochę doszedł do siebie, strasznie się przejął. Powiedział, że on chce do domu, do swojej mamy i do siostry – Oli Misi. Powiedział, żeby mu dać czopki i on to jakoś wszystko wytrzyma, byle by go zabrać z Warszawy do domu.

Z mieszanymi uczuciami dałem mu czopki przeciwwymiotne, przygotowałem zrywkę, w razie jakby trzeba było szybko łapać wymiociny i ruszyliśmy na przystanek autobusowy. Autobusem 125 na przystanek niedaleko Dworca Wschodniego. Tam czekała już na nas Monika Walc, którą o pomoc poprosiła Iza Ciesiółka.

Monika podwiozła nas samochodem na Dworzec Wschodni i pomogła wsiąść w ostatniej chwili do ekspresu jadącego do Wrocławia. Szymon tak bardzo się zestresował i zmęczył podróżą do ekspresu, która trwała od wyjścia z hotelu, do wejścia do pociągu zaledwie 66 minut, że gdy usiadł, zasnął na siedząco.

Położyłem go na siedzeniach i spał jak zabity półtorej godziny.

W swoim życiu dużo podróżowałem. Byłem w 20 krajach. Jeździłem pociągami, autobusami, samochodami, latałem samolotami i pływałem promami, ale żadne podróże nie zapewniły mi tyle emocji i nie podnosiły poziomu adrenaliny jak te z Szymonem.

Teraz jedziemy pociągiem. Szymon czuje się dobrze, ale jest bardzo słaby. Wkrótce na szczęście przejmie go jego mama, za którą bardzo tęskni i doprowadzi go do „porządku”.

Z Wrocławia odbierze mnie Norbert Palimąka, a z Legnicy Andrzej Kozak.

Myślę, że po następnej chemii Szymon już nie będzie w stanie sam dojechać do domu. Lekarka powiedziała, że 4 kurs chemii będzie trudny. Być może pojawią się jakieś trudności, dlatego też powinniśmy się nastawić na to, że zostaniemy w szpitalu dłużej. Poproszę wtedy, aby ktoś z moich przyjaciół przyjechał po nas do Warszawy.

Do stolicy, jeśli wyniki krwi będą dobre, wrócimy 2 lipca. Kilka tygodni później, jeśli wielkość guza mózgu się zmniejszy – naświetlania.

3 odpowiedzi do “Piątek, 15.06.12, godz. 14:31”

  1. Bardzo to wszystko z Wami przeżywam. Miejcie nadzieję w Panu, jaką macie cały czas. To trudne, ale wierzę i ufam, i wiem, że dacie radę. Błogosławię cię Szymonku. Trzymaj się dzielnie.

  2. Życzę Szymonowi szybkiego dochodzenia do siebie. Może to nie jest taki zły pomysł, żeby odpocząć sobie po chemii te kilka dni, a potem dopiero w długą podróż? Rozumiem, że Szymonowi może już bokiem ten szpital wychodzić, więc może pomogłoby mu już zmienienie hotelu na jakiś ciut bardziej odległy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *