Piątek, 06.07.12, godz. 23:47

Nowy wenflon

Mija nasz trzeci dzień w szpitalu. Prawie wszyscy śpią, a ja postanowiłem zwyczajowo napisać parę zdań, aby podsumować kolejny dzień naszej „podróży”.

Od dwóch dni Szymon bierze chemię.

Dyżurujemy przy jego łóżku na zmianę z moją żoną.

Po godzinie czternastej dostał dreszczy i zaczęła się obniżać temperatura jego ciała. Potem dostał wysokiej gorączki. Podano mu leki.

Płakał i jęczał ponad godzinę.

Potem zasnął i spał jak zabity 3 godziny. Obudziłem go o 20:00, ponieważ w czasie snu tak obficie się pocił, że miał całą mokrą piżamkę i pościel. Pod głową na poduszce miał taką plamę, jakby ktoś wylał na niego garnek z wodą. To chemia wychodziła z potem.

Wypadają mu też nadal włosy. Niewiele już pozostało z jego dawnej „szczecinki”.

Umyłem go dokładnie i zmieniłem mu pościel.

Niestety w czasie snu wysunął mu się z żyły wenflon. Szymon się załamał. O 22:00 zabrali nas do zabiegowego na zakładanie nowego wenflona. Jednak okazało się, że to nie będzie aż takie łatwe, ponieważ „zanikły” mu żyły. Pani oglądała mu ręce i nogi przez 15 minut i nie mogła znaleźć odpowiednio dużej żyły, aby się wkłuć.

W końcu zrobiła nakłucie, ale nie mogła trafić w żyłę. Ostatecznie poproszono inną panią i ta sobie poradziła. Trwało to dłuższy czas, a Szymon „boryczał” jak żubr na puszczy.

Ten kurs chemii znosi źle emocjonalnie. Płacze, chce żebym zabrał go do domu i sprawił, że przestaną go „męczyć”. Do tej pory znosił leczenie całkiem dobrze, ale chyba coś w nim pęka.

Powtarzam mu, aby się trzymał. Jeszcze tylko 1,5 dnia podawania chemii i zabiorę go stąd.

Natomiast ja radzę sobie w czasie tego pobytu o wiele lepiej niż ostatnim razem. Nie wiem dlaczego, ale podczas ostatniego pobytu tutaj siadała mi psychika i w ogóle cała ta sytuacja mnie przerastała. Nie potrafiłem sobie poradzić.

Nowotwór złośliwy to paskudna choroba. Szkoda mi tych dzieciaczków i mojego syna. Po prostu serce się kraje, gdy się człowiek na to wszystko patrzy i próbuje wczuć w sytuację tych dzieci i ich rodzin…

Jedna odpowiedź do “Piątek, 06.07.12, godz. 23:47”

  1. Kochani Moi niosę z Wami ten ciężar w moim sercu. Trzymajcie się dzielnie. Bogosławię Wam. Chcę dodać trochę otuchy psalmem 62.

Pozostaw odpowiedź Gosia Smolorz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *