Czwartek, 14.06.12, godz. 18:37

Dzisiaj zostaliśmy wypisani ze szpitala.

Rano Szymonowi przez dwie godziny podawali chemię.

Nie chciał nic jejść. Zaraz po przebudzeniu kazał mi tylko szybko lecieć do sklepu po niegazowaną wodę.

Od samego obudzenia miał kiepski humor, jak zresztą prawie wszystkie dzieciaki wokoło, które brały chemię już trzeci dzień. Muchy w nosie to chyba miał wielkości trzmieli. Gdy mu jego nauczycielka zakomunikowała, że przed wyjściem ze szpitala musi jeszcze mieć lekcje z matematyki i polskiego, to zaczął tak gorzko płakać, jakby miał zaraz być poprowadzony na szafot, a po policzkach zaczęły mu się toczyć łzy wielkości grochu.

Czytaj dalej Czwartek, 14.06.12, godz. 18:37

Sobota, 09.06.12, godz. 9:37

Parę tygodni temu mój mentor wraz ze swoją żoną zasugerowali mi, abym skopiował treści z tego Facebookowego dziennika i zrobił książkę dla Szymona, którą podaruję mu za 20 lat, aby już jako dorosły człowiek mógł zapoznać się z jednym z rozdziałów swojego życia.

Zresztą ostatnio mój mentor dużo uczył mnie na temat ważności świadomego tworzenia wspomnień i pozostawiania członkom rodziny pozytywnego dziedzictwa, na którym mogliby w przyszłości budować swoje życie.

Czytaj dalej Sobota, 09.06.12, godz. 9:37

Poniedziałek, 04.06.12, godz. 19:43

Od tygodnia mam taki sobie czas. Choroba Szymona boli mnie coraz bardziej. Trudno mi się skoncentrować na robieniu właściwych rzeczy w natłoku tych wszystkich rzeczy, którymi muszę się zająć. Po raz pierwszy od dwudziestu lat jestem kiepsko skoncentrowany i raczej niezdyscyplinowany. Jestem przeciwieństwem tego kim byłem do tej pory przez ubiegłe dwadzieścia lat. Jakaś gumka we mnie strzeliła, albo „coś”…

Czytaj dalej Poniedziałek, 04.06.12, godz. 19:43