Naświetlania ruszyły – zaczęliśmy odliczać dni

Pierwszy dzień naświetlania mamy za sobą.

Szymon bardzo przeżywał i płakał. Nie podobała mu się maska do naświetlania, która go uciska.

Najpierw miał robione badania na symulatorze, a później na aparacie do naświetlań właściwe leczenie. Kiedy dowiedział się, że to pierwsze badanie to „ćwiczenia” i czeka go jeszcze jedno, bardzo się popłakał.

Był jednak dzielny i wytrzymał naświetlanie.

Pani doktor powiedziała, że może boleć go głowa (rzeczywiście wieczorem bolała go, ale obyło się bez podawania leku dożylnie, wystarczyła tabletka) i może wymiotować (nie wymiotował).

Po naświetlaniach wróciliśmy do Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie musieliśmy czekać ok. 2 godziny na wizytę u lekarza.

U pani doktor został zbadany i przyjęty do Kliniki Onkologii. Wyniki morfologii są dobre. Pani doktor powiedziała, że po radioterapii guz powinien jeszcze się zmniejszyć i ulec zwapnieniu.

Zostaliśmy położeni na salę wraz z 5 dziećmi, które również jeżdżą na radioterapię (radioterapia odbywa się w innym szpitalu, do którego rano wszystkie dzieci są dowożone).

Na oddziale, na którym jesteśmy obecnie panuje większa „wolność”. Po powrocie z naświetlań, odbywają się jeszcze badania. Dzieci chodzą również na rehabilitację, albo na wizyty do stomatologa (my idziemy w piątek na kontrolę, ponieważ mamy poinformowały mnie, że po chemii psują się zęby). Po obiedzie, do wieczora jest wolny czas. Można dziecko zabrać na przepustkę poza szpital (oczywiście jeśli dobrze się czuje i lekarz podpisze przepustkę). Najpóźniej trzeba wrócić do 20.30.

Dla dzieci są również organizowane różnego rodzaju wycieczki. W czwartek jedziemy do wytwórni słodyczy.

Podczas drugiego dnia naświetlania Szymon poradził sobie całkiem dobrze. Zaczęliśmy skreślanie dni, zostało nam jeszcze 23 dni naświetlań.

2 odpowiedzi do “Naświetlania ruszyły – zaczęliśmy odliczać dni”

  1. Niech Was Bóg błogosławi i umacnia! Jesteście dzielni! Ja miałam guza w mózgu, jak miałam 4 latka, na szczęście nic nie pamiętam z tego okresu. Moja rodzina nie znała Boga osobiście, ale moja mama modliła się i wołała na swój sposób do Niego. Dzięki Bogu guz zniknął. Jestem wdzięczna Bogu za to, choć jeszcze bardziej Mu dziękuje, że nie pamiętam tego etapu mojego życia. Moja mama zaś pamięta go bardzo dobrze! Wiem z jej opowiadań, że było to niesamowicie ciężkie, tym bardziej, że wtedy nie była jeszcze osoba zbawiona.

    Dlatego przeżywam chorobę Szymonka, i mam nadzieję, że Bóg pozwoli Mu zapomnieć te najokropniejsze momenty w szpitalu. Modlę się jednak, by zapamiętał, że Bóg był z Nim!
    Trzymajcie się mocno! Nikt z nas nie wie, co czujecie, ale jedno jest pewne – On czuje!!!!!!! i JEST!!!!

    „Niech was błogosławi Pan i niechaj was strzeże, niech rozjaśni Pan oblicze swoje nad wami i niech wam miłościw będzie, niech obróci Pan twarz swoja ku wam i niech wam da pokój”. (4 Moj 6,24-26)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *