Minął 5 tydzień naświetlań, jedziemy do domu

Szymuś pierwszy raz w życiu na koniu.

Kolejny etap naszej podróży za nami!

W poniedziałek po południu byliśmy na wyjeździe w Warce pod Warszawą, organizowanym przez jakąś fundację. Spędziliśmy pół dnia na teranie hotelu Sielanka nad Pilicą, przy którym jest stadnina koni. Szymkowi bardzo się podobało. Smażyliśmy kiełbaski, jeździł kilka razy na motorze, na koniu, jechaliśmy bryczką, a potem dostał jeszcze jakieś prezenty.

Wyleczyliśmy wszystkie zęby, które dało się wyleczyć i przeszliśmy do końca wszystkie naświetlania, włącznie 30 lamp.

Szymon w tym tygodniu bardzo tęsknił za mamą, rodzeństwem, domem i szkołą. Siedzi tu już pięć tygodni i musiał zmierzyć się z monotonią szpitalnych procedur i rozłąką. Powiedział mi, że to najgorsze wakacje w jego życiu i czeka, aż to wszystko się skończy i będzie mógł wrócić do normalnego życia. Zresztą, cała nasza rodzina na to czeka.

Czasami buntujemy się na rutynę w swoim życiu, jednak okazuje się, że gdy na zbyt długo jesteśmy z niej wybici, to zaczynamy za nią tęsknić.

Tak, czy inaczej, wracamy do domu. Jutro popołudniu przyjeżdża po nas Sławek Anuszkiewicz, zabieramy nasz szpitalny majątek i jedziemy.

Co dalej?

Szymkowi spodobała się jazda na motorze. Szczególnie szybkość – 100 km na godzinę (co prawda tylko przez chwilę, ale zawsze to coś! Zaniepokojonych informuję, że jechał w kasku)

Przez dwa pierwsze tygodnie września Szymek musi pozostać w domu, aby dojść do siebie po radioterapii. Po tygodniu będziemy mogli mu po raz pierwszy od pięciu tygodni umyć głowę i szyję. Więc przez pierwszą połowę września nauczyciele będą przychodzić do nas do domu. W trzecim tygodniu Szymek pójdzie do szkoły, nie może na razie uczestniczyć w lekcjach WF-u.

Przynajmniej miesiąc czasu zajmie jego organizmowi dojście do normy po leczeniu.

W październiku zamierzamy zapisać go na basen, a od wiosny rower. Potrzebuje trochę zaplanowanego ruchu, aby zaczął normalnie się poruszać i funkcjonować.

Ćwiczymy też chodzenie po schodach i jeżdżenie schodami ruchomymi. Idzie mu już o wiele lepiej niż kilka miesięcy temu, ale ciągle wysokości stanowią dla niego wyzwanie.

Myślimy również o tym, aby wprowadzić jakąś przemyślaną dietę. W tej chwili mój syn wygląda jak zbieg z obozu koncentracyjnego. Wypadło mu też większość włosów.

Wyniki krwi ma dobre. Brakuje mu teraz tylko magnezu, który został wypłukany przy chemioterapii. Przez trzy lub cztery miesiące ma brać po dwie tabletki.

Do Warszawy mamy wrócić w drugiej połowie października, wtedy dowiemy się, co się stało z guzem. Wierzymy, że zwapniał lub zniknął zupełnie i nasz syn nie będzie musiał być więcej poddawany leczeniu chemią, czy radioterapią.

W ciągu następnych dwóch lat będziemy jeździć z Szymkiem do Warszawy 4 razy w roku na badania i konsultacje.

Te dwa lata są krytyczne, jeśli nic się nie stanie w tym okresie, to powinno być dobrze.

Szymon będzie przez cały ten czas podopiecznym oddziału onkologii Instytutu Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Mamy tu przyjeżdżać przez 5 lat. Jeśli przez 5 lat nic się nie będzie działo, stwierdzą, że Szymon jest zdrowy.

Jak widać, mamy dużo przestrzeni do praktykowania wiary. Choroba ta napina nasze emocje, nerwy i wiarę do granic wytrzymałości. Pozostaje nam żyć w niepewności, w oparciu o wiarę. Ale jakoś musimy nauczyć się żyć w tych nowych okolicznościach, odnajdując swój pokój w Bogu i cieszyć się z każdego dnia, jaki będzie nam dany.

Ale może to i lepiej, bo być dzięki tym wszystkim doświadczeniom będziemy lepiej wykorzystywać dni i staniemy się lepszymi ludźmi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *