Lekcje, które sobie przyswoiliśmy

Wczoraj wieczorem rozmawiałem z moją żoną na temat lekcji, które sobie przyswoiliśmy obserwując poważnie chore dzieci, szczególnie w pierwszej fazie uaktywnienia się choroby, która często jest kluczowa (niektóre choroby nie dają dużo czasu na właściwą reakcję, aby uratować dziecko przed trwałym kalectwem, czy też chorobą).

Być może dla Ciebie poniższe myśli są oczywiste, weź jednak pod uwagę, że dla nas świat poważnie chorych dzieci jest czymś zupełnie nowym.

Są różnej klasy lekarze, są różnej klasy szpitale

Lekarz nie jest równy lekarzowi. Są lekarze przeciętni, są też lekarze wybitni. Żaden lekarz nie jest też specjalistą od wszystkich chorób (szczególnie lekarz rodzinny).

To samo tyczy się szpitali. Teraz wydaje nam się to niesamowite, jak bardzo różnią się one od siebie pod względem poziomu usług, które oferują. Tak jak firma nie jest równa firmie, uczelnia nie jest równa uczelni, tak też szpitale są lepsze i gorsze.

Gdy z dzieckiem zaczyna dziać się coś dziwnego należy reagować

Czasami groźne choroby zaczynają manifestować się poprzez drobnostki, które są regularne i pogłębiają się. Na onkologii spotykam rodziców, którzy w znacznym stopniu pomogli swoim dzieciom, bo szybko zareagowali, gdy zaczęli dostrzegać odchylenia od normy.

Klient ma wybór

Gdy dany lekarz nie potrafi postawić diagnozy, należy poszukać specjalisty.

Poza tym, w przypadku poważniejszych chorób niektóre szpitale mogą bardziej zaszkodzić dziecku niż pomóc.

Mamy wybór. Gdy jest podejrzenie poważnej choroby należy uderzyć do lepszego specjalisty i lepszego szpitala. To może uratować dziecko od kalectwa, albo nawet śmierci.

Niekiedy należy domagać się dodatkowych badań i za nie zapłacić

Gdyby mojemu synowi od razu zrobiono tomograf, to odkryto by guz złośliwy. W wyniku tego nie miałby wodogłowia, nie byłby bliski śmierci i nie musiano by robić mu operacji na otwartym mózgu.

Ostatnio słyszałem o dziewczynce, która straciła bezpowrotnie wzrok, bo nie zrobiono jej badań tomografem. Wyobrażasz to sobie? Ta dziewczynka już nigdy nie będzie widzieć, a wystarczyło w porę zrobić badanie tomografem.

Gdy Twoje dziecko od dłuższego czasu ma niepokojące objawy, zapytaj lekarza jakie badania mogą być zrobione i zapłać za nie. Zapytaj też o jakiegoś specjalistę i zapłać za wizytę. To może okazać się o wiele tańsze, niż późniejsze leczenie, jeśli tego nie zrobisz, poza tym, w ten sposób możesz podarować swojemu dziecku życie bez inwalidztwa, a jeśli wyniki będą dobre to tym lepiej! Przynajmniej będziesz wiedział, że wszystko jest dobrze i nie ma się o co denerwować.

Ja żałuję, że nie zapłaciłem za badania mojego syna. Jego choroba była czymś zupełnie nowym w moim życiowym doświadczeniu i nie wiedziałem co można, czy należy robić. Poza tym, który z rodziców pomyślałby, że jego dziecko jest poważnie chore.

Nie chodzi o to, aby być paranoikiem, ale gdy widzisz, że od kilku tygodni, czy miesięcy z Twoim dzieckiem coś jest poważnie nie tak, to nie daj się zbyć, ani wmawiać sobie jakichś głupot.

Uwaga

Czytając ten artykuł, pamiętaj, że ja nie jestem lekarzem, ani żadnym specjalistą, tylko ojcem, który w sprawach medycznych jest całkowitym laikiem i dzieli się na tym blogu swoim subiektywnym postrzeganiem tego tematu.

Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję w tym temacie musisz skonsultować się ze specjalistą.

Photo credit: Joanna Kurczewska

Czy masz jakieś doświadczenia w tym temacie?

5 odpowiedzi do “Lekcje, które sobie przyswoiliśmy”

  1. Zgadzam się w pełni.

    Czasem warto zapłacić za prywatną wizytę i za prywatnie wykonywane badania, choćby dlatego, że można to mieć w ten sposób „od ręki”, a nie czekać miesiącami w kolejce.

    Jeśli ktoś ma ulubionego „swojego” lekarza, który jest świetny – warto jego podpytywać o polecanych specjalistów w razie potrzeby. Lekarze z małym doświadczeniem lub po prostu słabsi mogą nie mieć dostatecznego rozeznania w tej tematyce.

    A kiedy się wybiera do jakiegoś lekarza – warto poczytać opinie w internecie na jego temat. Na ogół te opinie dają bardzo dobry pogląd na danego lekarza. Ja w taki sposób trafiłam do genialnego ginekologa. I nie zamierzam go zmieniać 🙂

    A kiedy już się znajdzie świetnego specjalistę – warto się go trzymać. Nie jest dobre „skakanie” od lekarza do lekarza, bo kolejny lekarz nie ma pełnego obrazu historii choroby danego pacjenta, nie widział go wcześniej, nie wie, czy np. to oko wyglądało wcześniej tak samo, czy inaczej. Są rzeczy, których opisać się nie da.

    Te wszystkie przemyślenia dotyczą nie tylko medycyny dla ludzi, ale też medycyny weterynaryjnej 🙂

    1. Macie rację,właśnie dowiedziałam się,że ortopeda z przychodni sprawił iż zaczynam leczenie od początku!
      Prawdziwy ortopeda mógł powiedzieć tylko „TRAGEDIA”.
      Po pięćdziesięciu dniach od wypadku był pierwszym lekarzem,który oprócz oglądania zdjęć RTG
      dotknął też mojej nogi.
      Niestety nawet na prywatną wizytę do Niego
      musiałam czekać kilka tygodni w kolejce.
      Ale warto było!
      Wreszcie poczułam się jak człowiek,a nie jak przedmiot!
      POZDRAWIAM WSZYSTKICH!!!

  2. Witam Was moi drodzy. Andrzeju, doskonale wiem o czym piszesz. Moja Tamar od momentu narodzin co 2 miesiące przebywała w szpitalach – Mikołów, Katowice Tychy, i tak na okrągło. Myślałam wtedy, że to się nigdy nie skończy.

    Pamiętam, że biegałam po lekarzach jak zwariowana, a najgorsze było to, że jej w wieku około 5 miesięcy zaczęło zarastać ciemię, a to jest straszne, bo mózg się wtedy nie rozwija. Nazywano u niej to małogłówiem i dzisiaj niestety ma mniejszą głowę niż powinna, dlatego też jest chora. Groziła jej operacja włożenia płytki platynowej, ale tego nie zrobiono.

    W wieku 5 miesięcy nie zrobiono jej też rezonansu i tomografu. Dlatego trzeba dopytywać i niejako żądać swoich praw, bo to się nam należy. Jestem sercem i modlitwą o Szymcia z Wami!

  3. Wiem o czym Andrzeju chciałeś powiedzieć, bo w przypadku moich dzieci przechodziłam podobne rozterki do twoich. Tylko że u mnie było trochę inaczej gdyż ja posiadam wiedzę medyczną z racji wykonywanego zawodu (jestem pielęgniarka) i gdy usiłowałam swojego lekarza zmusić do wysłania mnie do specjalisty to zawsze słyszałam, że zachowuję się jak histeryczka. Moja córka miała zwichnięte bioderko i w momencie gdy zaczynała raczkowanie dostała w podarunku od ortopedy do którego w końcu trafiłam szynę ortopedyczną na okres 3 m-cy . Ja zaś jako mama zostałam potraktowana jako osoba, która cos zaniedbała, a lekarzowi trudno było uwierzyć, że o skierowanie do niego walczyłam ok. 3 m-cy. Takich przykładów można by było mnożyć dużo, ale to prawda, że my jako rodzice znamy najlepiej swoje dzieci i wiemy gdy coś się zległo dzieje z naszymi pociechami. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *