Jest mi głupio…

Gdy byłem z moim synem w Warszawie na trzecim kursie chemii w czerwcu, miałem doświadczenie, które naprawdę zmusiło mnie do myślenia.

Pierwszego dnia pobytu nalewałem na stołówce do kubka kompot z dużego szpitalnego termosu. Za mną stała nastolatka trzymając w prawej ręce talerz z zupą. Myślałem, że stoi w kolejce za kompotem i że w lewej ręce ma pusty kubek, więc powiedziałem:

– Nadstaw kubek, a nachylę ci termos.

Popatrzyła mi w oczy i bez słowa uśmiechnęła się.

Zerknąłem wtedy na jej lewą rękę, a ona lewej ręki nie miała… amputowana.

Później, co jakiś czas ją widziałem, bo leżała na sali obok sali mojego syna. Podpięta do urządzenia podającego chemię, co jakiś czas wymiotowała do miski, albo z urządzeniem szła do toalety i wymiotowała do muszli. Matka na nią krzyczała, bo nic nie jadła.

Pomyślałem sobie: „Kurde, co ona robi w tym szpitalu? Teraz powinna chodzić do szkoły i z niecierpliwością czekać na wakacje. Prócz tego powinna zamartwiać się trądzikiem młodzieńczym, zerkać ukradkiem na chłopaków i przeżywać swoje pierwsze, intensywne, młodzieńcze miłości. A ona co? Leży tutaj z innymi małymi łysymi pacjentami, straciła rękę, wymiotuje, ubranie wisi na niej jak stare szmaty na strachu na wróble. Jakby ktoś odebrał jej kawał dobrego życia… Nie chcę nawet myśleć o tym, co dzieje się w jej głowie i sercu. Już samo dojrzewanie dla nastolatki jest wyzwaniem, a tutaj dołóż do tego to, z czym zderzyła się ta dziewczyna!”

Niewyobrażalne.

Jest mi głupio…

Jest mi głupio, ale nie dlatego, że się wygłupiłem i chciałem podać kompot do lewej ręki dziewczynie, która miała ją amputowaną. Jest mi głupio, gdy myślę o sobie z okresu zanim uaktywnił się nowotwór złośliwy mojego syna. Troszczyłem się wtedy i przeżywałem z powodu tak wielu rzeczy, które w swojej istocie nie miały znaczenia. Postrzegałem za problemy sprawy, które w rzeczywistości były zaledwie nieudogodnieniami. Myślałem, że moje życie jest trudne i doświadczam nieszczęść, choć dzisiaj, gdy na to wszystko patrzę, wydaje mi się to śmieszne, płytkie i po prostu głupie. Skąd mi się brało takie myślenie – wyolbrzymione, zniekształcone, skupione na sobie?

W Centrum Zdrowia Dziecka leczą mojego syna, ale ja też się wyleczyłem…

Z czego? Z głupiego myślenia i niewłaściwej perspektywy na życie.

Czasami, aby pewne rzeczy móc właściwie ocenić potrzebujemy punktu odniesienia. Aby wiedzieć, czym jest prawdziwe nieszczęście i życiowe trudności, trzeba się najpierw z nimi zderzyć – doświadczyć ich, albo zobaczyć własnymi oczami.

Czy to znaczy, że wcześniej nie miałem żadnych życiowych problemów i nie przeżywałem trudności? Oczywiście, że miałem problemy i zderzałem się z różnymi wyzwaniami, ale czym to było w porównaniu z amputacją ręki, nowotworem złośliwym i skradzioną młodością?

W życiu warto dbać o właściwą perspektywę

Myślę, że z jednej strony nie powinniśmy być lekkoduchami, zupełnie lekceważąc wszystkie swoje trudności i problemy, ale z drugiej strony bez sensu jest wyolbrzymiać je i postrzegać za coś więcej, niż są w rzeczywistości.

Lekcja, którą przyswoiłem sobie w szpitalu:

Nie lekceważ swoich problemów i trudności, ale z drugiej strony nie wyolbrzymiaj ich i nie postrzegaj za coś więcej niż są w rzeczywistości.

Photo credit: Piotr Bigus

Jedna odpowiedź do “Jest mi głupio…”

  1. Andrzeju! To co, przeczytałem b. mnie poruszyło i mówię na to „Amen”. Jest to głęboka mądrość, którą możemy nabyć tylko przez doświadczenia i ból.
    Dziękujemy i błogosławimy Was, w tym doświadczeniu.
    My – „w tym” też się uczymy.
    Bóg w Tym jest!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *