Dwa razy śmiałem się do łez!

Kiedy ostatni raz się śmiałeś? Kiedy śmiałeś się tak, że aż się popłakałeś? Dzisiaj uświadomiłem sobie, że od uaktywnienia się choroby mojego syna, czyli od 6 miesięcy, śmiałem się tak dwukrotnie.

Po raz pierwszy na początku czerwca w Szczecinie. Byłem ze Sławkiem i Beatą w drodze do Świnoujścia. Namówiłem ich, abyśmy zatrzymali się w Szczecinie. Beata poszła pooglądać co nowego w sklepach, a my ze Sławkiem udaliśmy się do kina na film „Nietykalni”. Byłem oczarowany. Od dziecka kocham kino, ale ostatnio rzadko trafiam na film, który w moich oczach byłby wybitny, a ten właśnie takim się okazał.

Śmiałem się przez cały seans. Tak rechotałem, że ludzie kilka razy obracali się w moją stronę, obrzucając mnie dziwnymi spojrzeniami. Niezwykły film. Popis inteligencji.

Drugi raz śmiałem się (i płakałem) dziś. Jadę pośpiesznym pociągiem do Warszawy. Właśnie skończyłem czytać książkę pana Jerzego Stuhra „Tak sobie myślę…”, jego dziennik prowadzony w czasie leczenia onkologicznego.

Niezwykła książka. Podoba mi się bardzo – umysł autora, głębia, ironia, autoironia – niesamowity dziennik! Jestem wdzięczny autorowi za napisanie tej pozycji. Wprawiła mnie w dobry nastrój, choć rozumiem, że była napisana w strasznych okolicznościach.

Pozwolę sobie zacytować 3 fragmenty z tego dziennika:

Kiedyś wychodząc z Collegium Novum po wizycie u rektora UJ, wracałem przez Planty do swego rektoratu. Ot, rektor od rektora… i nagle na środku Plant jakaś pani ciągnie w moją stronę małą dziewczynkę: „No chodź! Nie rób komedii! Chodźże. No, popatrz się, no już… nie poznajesz? Przecież to Osiołek ze Shreka”. Mała się zatrzymała, przypatrzyła mi się… i do mamy: „Ej! Niepodobny!”.

 

str. 226-227

 

Basia poddała mi świetną myśl: abym spróbował się zastanowić, co dobrego dała mi choroba. To nie jest wcale takie absurdalne. Spróbuję:

  • Ta choroba uczy mnie pokory. Nie pogodzenia się z losem, ale pokory wobec majestatu życia i śmierci.
  • Ta choroba nauczyła mnie tolerancji. Na każdego bliźniego będę patrzył już przez pryzmat bólu lub strachu przed nim i będę go rozumiał.
  • Ta choroba ukazała mi piękno życia, mojego życia. Dała mi siłę, aby tego nie stracić.
  • Ta choroba pokazała mi, jak bardzo jestem kochany przez moją żonę i dzieci(…)
  • Ta choroba pokazała mi, jak wielu ludzi po prostu mnie lubi(…)
  • Ta choroba sprawiła, że schudłem ponad dwadzieścia pięć kilo, o czym marzą miliony ludzi na świecie. Pozbyłem się przez to wielu innych chorób, nadciśnienia, wysokiego cholesterolu(…)
  • A przede wszystkim choroba nauczyła mnie cierpliwości w cierpieniu. To sprawia, że z ciekawością obserwuję siebie. Jestem inny. Zawsze gnała mnie niecierpliwość – w życiu, w sztuce. Szukałem wyzwań, nowych wydarzeń, doznań. Teraz czekam… aż wydarzenia, doznania przyjdą do mnie. To ciekawe stać się innym człowiekiem.
  • Ta choroba nauczyła mnie bez dyskusji wykonywać polecenia(…) Lekarze mówią: „Jeszcze jedna chemia!”. „Jawohl”, odpowiada muł, chociaż mu już bardzo ciężko.
  • Ta choroba sprawia, że jednym z najpiękniejszych słów w moim słowniku jest teraz słowo… nadzieja!
  • Ta choroba uzmysłowiła mi, że jeśli się zna źródło i przyczynę, to ból jest mniejszy. Więc starajmy się je poznać i oswoić.

str. 236-241

 

O panu Matkowskim bałem się wcześniej napisać. Otóż kilka miesięcy temu, w październiku ubiegłego roku, kiedy moje rokowania były bardzo kiepskie i nadzieja znikoma (potem dowiedziałem się z kompetentnych ust, że wyglądało to na cztery miesiące życia), otóż wtedy pan Matkowski zaprosił mnie jako gościa honorowego na organizowany przez siebie w Melbourne festiwal filmów w… PAŹDZIERNIKU 2012! I wykupił dla mnie bilet do Australii i z powrotem. Nawet nie chciałem myśleć o tym poważnie. Jak widzicie, ten dziennik też o tym milczał, jęknąłem do słuchawki: „Panie Tadeuszu, nie! Skąd ta pewność, że to będzie możliwe?”. A on, że będzie… że on to wie! Ten człowiek obdarzył mnie nadzieją w najgorszym okresie mego życia. Zainwestował we mnie, kiedy prawie już pasowałem w tym rozdaniu. On miał odwagę i wiarę i dzielił się nimi ze mną.

 

Dzisiaj coraz śmielej patrzę na wydrukowany bilet elektroniczny. Nawet kupiłem drugi, dla Basi. Może usłyszysz o naszym pobycie tam, Drogi Czytelniku, w jakimś wywiadzie za parę miesięcy. Miejmy wiarę, że tak będzie.

 

str. 247 – 248

Jeśli nie widziałeś jeszcze filmu „Nietykalni”, czy też nie czytałeś książki „Tak sobie myślę…” rozważ zapoznanie się z tymi dziełami. Są one ciekawym spojrzeniem na przeżywanie poważnych chorób, próbą odnalezienia kierunku w ograniczeniach, które wytycza choroba, nadzieją, że mimo ciężkich doświadczeń, głównego bohatera czeka dobre życie.

Nadzieja jest silniejsza niż strach. Jeśli w obliczu tragedii umiera, pozostaje już tylko ciemność.

4 odpowiedzi do “Dwa razy śmiałem się do łez!”

  1. Widziałam film „Nietykalni”.

    Piękny. Tragedia życiowa głównego bohatera ubrana w nadzieję i radość. Gatunek tego filmu to nie dramat, choć tego człowiek by się może spodziewał. Rzeczywiście tak jak napisałeś co chwila bawi. Ja też rechotałam podczas seansu.

  2. Ten film jest naprawdę niesamowity. Uśmiałam się na nim do łez – całe kino się też śmiało 🙂 A książki nie czytałam i będę musiała po nią sięgnąć. Dzięki Andrzeju za ten uśmiany do łez wpis!!!!

  3. Witaj Andrzeju. Masz rację. Czytając to, co opisałeś uśmiałam się do łez. Hm, no dawno się tak nie śmiałam i brakuje nam w życiu takiego śmiechu. Co do filmu, nie oglądałam, bo zwyczajnie nie mam czasu na kino i nie pamiętam, kiedy byłam… Chyba wtedy, jak twoja kochana siostrzyczka wyciągnęła mnie na film. Wiem jedno, że śmiech pomaga nam w życiu przetrzymać ciężkie chwile, a wiem to na pewno, bo nie raz tak było. A na kino postaram się wreszcie znaleźć czas. Pozdrawiam Was serdecznie, bądźcie z Panem.

  4. Byłam na tym filmie 2 razy. Polecam każdemu. Nawet kilka razy. Teraz jest już w wypożyczalniach. A jako prezent – bezcenne :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *