Czwartek, 21.06.12, godz 10:50

Dzisiaj moja żona była z Szymonem na badaniu krwi. Wyniki są bardzo dobre.

Pani onkolog z Warszawy powiedziała, aby uważnie obserwować  Szymona i od razu dzwonić, jeśli coś będzie nie tak, ale mamy takie przekonanie i wiarę, że wszystko będzie dobrze, a Szymon to, co najgorsze ma już za sobą.

Parę dni temu dowiedzieliśmy się, że w naszej miejscowości u pięcioletniej dziewczynki uaktywnił się guz mózgu. Jak zwykle była postawiona niewłaściwa diagnoza i na początku dziecko było prowadzone przez lekarza nie tak jak należy.

Dziecko jest leczone we Wrocławiu.

Współczuję rodzicom.

Szymon czuje się zarówno emocjonalnie, jak i duchowo dobrze, choć z powodu choroby wygląda trochę przerażająco…. Czasami, gdy pomagam mu się umyć, przypominają mi się zdjęcia dzieci z obozu koncentracyjnego – skóra, która obciąga kości. Można policzyć żebra. Rączki jak patyczki i duża głowa…

Ale wierzę, że dobry Bóg przeprowadzi go przez to wszystko i odbuduje fizycznie, emocjonalnie i duchowo. Wierzę też, że odda mu to, co pożera szarańcza.

I ten rozdział jego życia w końcu się zamknie. Wszystko to, co ziemskie ma przecież swój kres.

W szpitalu, jako że Szymon przeważnie nie mógł ruszać się z łóżka, odkrył przyjemność czytania.

Teraz codziennie rano i wieczorem czyta Biblię dla dzieci i się modli. Dzisiaj wstał już o szóstej rano i miał społeczność z Bogiem.

Dobrze, że ma coś czego może się trzymać i co mu pozwala z wiarą przejś przez jego chorobę. Chyba każdy w takiej sytuacji potrzebuje koła ratunkowego, którego może się uchwycić i mocno trzymać.

Gdy patrzę się na niego, to zaczynam mieć wyrzuty sumienia i czuję się jak jakiś poganin. Muszę się duchowo ogarnąć i ambitniej podejść do swojego budowania relacji z Bogiem.

W szarości codzienności i zabiegania łatwo gdzieś pogubić swoje priorytety i rozmydlić wartości.

Natomiast to, jak człowiek zachowuje się w swoim domu i co w swoim domu robi, dużo mówi o tym kim jest naprawdę.

Mija kolejny dzień. Cieszę się, ponieważ jesteśmy o jeden dzień bliżsi jego wyzdrowienia.

Dzisiaj jedziemy z dziećmi na Dzień Rodzinny. Mam nadzieję, że moje dzieciaki będą dobrze się bawić!

Photo credit: Svend Emil Mosbæk, www.sxc.hu

4 odpowiedzi do “Czwartek, 21.06.12, godz 10:50”

  1. Tyle radości i odnowionej nadziei w tym poście! Andrzeju, mam wrażenie, że Bóg odbudowuje nie tylko Szymonkowe zdrowie! Chwała Bogu! cieszę się z Wami!

  2. Mało powiedzieć, że Was kochamy. Wasz los wplótł się w nasze modlitwy do Boga. Nasze i nie tylko Wasze oczekiwanie na BOŻY CUD, na zdrowie Szymona. Nigdy nie byliście tak bliscy jak teraz. I Szymon stał się dla nas wołaniem o wszystkie dzieci w szpitalach i w hospicjach. Razem modlimy się i wierzymy, razem czekamy. Naprawdę kochamy Was, Andrzej. Podziwiam Boże dzieło w Was! Wita

  3. Nie przejmujcie się tym, że mały jest chudy. Dojdzie do siebie i to szybko, jak tylko zacznie jeść normalnie. Przeszedłem przez to samo z nogą, nie było nogi tylko jakieś kości i skóra. Dzisiaj mam nie do odróżnienia obie nogi. Zdrowia dla Szymona życzę:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *