Piątek, 06.07.12, godz. 23:47

Nowy wenflon

Mija nasz trzeci dzień w szpitalu. Prawie wszyscy śpią, a ja postanowiłem zwyczajowo napisać parę zdań, aby podsumować kolejny dzień naszej „podróży”.

Od dwóch dni Szymon bierze chemię.

Dyżurujemy przy jego łóżku na zmianę z moją żoną.

Po godzinie czternastej dostał dreszczy i zaczęła się obniżać temperatura jego ciała. Potem dostał wysokiej gorączki. Podano mu leki.

Płakał i jęczał ponad godzinę.

Czytaj dalej Piątek, 06.07.12, godz. 23:47

Środa, 04.07.12, godz. 21:04

Mija nasz pierwszy szpitalny dzień.

Gdy jesteśmy w domu, czas płynie nam bardzo szybko, natomiast tutaj w szpitalu czas zwalnia i każdy dzień „ciągnie się jak makaron”. Tak, czy inaczej jest to już nasz czwarty pobyt w warszawskim szpitalu – rozpoczął się czwarty miesiąc leczenia Szymka.

Niektórzy moi znajomi są zdziwieni, że jesteśmy w szpitalu. Myśleli, że już dawno skończyliśmy leczenie, ale w przypadku nowotworów złośliwych leczenie jest maratonem – krótszym, albo dłuższym, jednak zawsze maratonem. Ta choroba nie mija po miesiącu…

Czytaj dalej Środa, 04.07.12, godz. 21:04

Wtorek, 03.07.12, godz. 20:17

Grad, który przywitał nas w Warszawie.

Dzisiaj przejechaliśmy samochodem kawał Polski, ale w końcu szczęśliwie dotarliśmy do hotelu przy Centrum Zdrowia Dziecka.

Nie jechaliśmy przez Warszawę. Objechaliśmy ją od południowej strony przez Grójec i Górę Kalwarii. Ukrop był niemiłosierny, na szczęście w samochodzie mamy dobrą klimatyzację.

Po pół godziny od podjechania pod hotel nastąpiło oberwanie chmury i przez dłuższy czas sypały się z nieba pokaźne kulki gradu (patrz obok zdjęcie z mojej komórki). Nakryłem czymś samochód, stanąłem na dworze i modliłem się, żeby nie popękały szyby, ale wydaje się, że wszystko jest OK, choć tak naprawdę to okaże się dopiero jutro.

Czytaj dalej Wtorek, 03.07.12, godz. 20:17

Poniedziałek, 02.07.12, godz. 23:47

Spakowaliśmy wszystkie nasze graty i wyruszyliśmy!

Dzisiaj rano Dorota była z Szymonkiem na badaniu krwi. Płytki skoczyły do góry. W czwartek miał tylko 39, a dzisiaj 132 (jeśli dobrze kojarzę liczby, które podała mi żona przez telefon, ale mogłem coś pokręcić. W każdym razie poziom płytek bardzo wzrósł.) Tak, czy inaczej pani onkolog powiedziała, że zaprasza do Warszawy, więc wyruszyliśmy.

Cieszymy się z tego powodu, bo modliliśmy się o to usilnie wraz z przyjaciółmi.

W czasie ostatniego pobytu w szpitalu lekarka powiedziała mi, że prawdopodobnie ten kurs chemii Szymon będzie znosił źle, więc powinniśmy uzbroić się w cierpliwość i przygotować na to, że w Warszawie zostaniemy parę dni dłużej.

Czytaj dalej Poniedziałek, 02.07.12, godz. 23:47

Piątek, 29.06.12, godz. 22:14

Dzisiaj Szymon dostał świadectwo ukończenia 2 klasy, co prawda zaocznie, bo nie chciał iść po odbiór świadectwa.

Nie chce wychodzić z domu i być wśród ludzi. Czasami spotyka się tylko ze swoim kolegą Kacprem.

Serce boli, gdy patrzymy na zdrowe dzieci, które cieszą się z wakacji, a Szymonek musi jechać do szpitala. Jego wakacje będą takie sobie, ale cieszymy się, że jest i dostał świadectwo.

Czytaj dalej Piątek, 29.06.12, godz. 22:14

Czwartek, 21.06.12, godz 10:50

Dzisiaj moja żona była z Szymonem na badaniu krwi. Wyniki są bardzo dobre.

Pani onkolog z Warszawy powiedziała, aby uważnie obserwować  Szymona i od razu dzwonić, jeśli coś będzie nie tak, ale mamy takie przekonanie i wiarę, że wszystko będzie dobrze, a Szymon to, co najgorsze ma już za sobą.

Parę dni temu dowiedzieliśmy się, że w naszej miejscowości u pięcioletniej dziewczynki uaktywnił się guz mózgu. Jak zwykle była postawiona niewłaściwa diagnoza i na początku dziecko było prowadzone przez lekarza nie tak jak należy.

Dziecko jest leczone we Wrocławiu.

Współczuję rodzicom.

Czytaj dalej Czwartek, 21.06.12, godz 10:50

Piątek, 15.06.12, godz. 14:31

W drodze do domu!

Jedziemy do domu.

Rano wahałem się odnośnie tego, co mam robić. Próbowałem Szymona trochę nakarmić, ale po jednym kęsie bułki zaczął wymiotować brunatnymi wymiocinami – typowymi dla dzieci chorych na nowotwór. Chwilę później znowu wymioty.

Od poniedziałku prawie nic nie jadł, jak zresztą większość dzieci, które są na chemii. Nie chcą za bardzo jeść.

Z chemii na chemię widać, że lekarstwa, które mu podają zaczynają coraz mocniej oddziaływać na jego organizm. Przedwczoraj przez chwilę na twarzy napęczniały mu żyły i miał czerwone plamy. Wyglądało to dziwnie. Dzisiaj jest cały blady i zimny. Jest też obsypany jakąś dziwną wysypką na skórze.

Czytaj dalej Piątek, 15.06.12, godz. 14:31

Czwartek, 14.06.12, godz. 18:37

Dzisiaj zostaliśmy wypisani ze szpitala.

Rano Szymonowi przez dwie godziny podawali chemię.

Nie chciał nic jejść. Zaraz po przebudzeniu kazał mi tylko szybko lecieć do sklepu po niegazowaną wodę.

Od samego obudzenia miał kiepski humor, jak zresztą prawie wszystkie dzieciaki wokoło, które brały chemię już trzeci dzień. Muchy w nosie to chyba miał wielkości trzmieli. Gdy mu jego nauczycielka zakomunikowała, że przed wyjściem ze szpitala musi jeszcze mieć lekcje z matematyki i polskiego, to zaczął tak gorzko płakać, jakby miał zaraz być poprowadzony na szafot, a po policzkach zaczęły mu się toczyć łzy wielkości grochu.

Czytaj dalej Czwartek, 14.06.12, godz. 18:37